Fundator z zaświatów

To, co przydarzyło się rodzinie mojej znajomej, można zakwalifikować jako nadzwyczajny kontakt pokoleń na przestrzeni wieku – albo potraktować jako żart tajemniczego dobroczyńcy.

Przed świętami Bożego Narodzenia dzieciaki Kasi nie napisały listu do świętego Mikołaja, zdawały sobie sprawę z ciężkiej sytuacji materialnej rodziców. W listopadzie mąż Kasi stracił kolejną pracę, Kasia od trzech lat zajmuje się najmłodszym Antosiem, bo nawet na opłacenie przedszkola ich nie stać. Dwoje starszych dzieci już w gimnazjum. A Kasia od kilku lat egzystuje na krawędzi depresji. Kiedy „głowa domu” (niestety nie zawsze całkiem przytomna) ma pracę, wtedy jakoś wiążą koniec z końcem. Depresja Kasi zaczęła się pogłębiać, ostatkiem sił zmobilizowała się do działania. Wymyśliła, że może pomagać kobietom, które na szczęście mają pracę zawodową, a brakuje im czasu na zajęcia domowe. Wywiesiła stosowne ogłoszenie i po kilku dniach już notowała swój rozkład zajęć. Cieszyła się, że zarobi może nawet na skromne prezenty dla dzieci.

Dokładnie 23 grudnia wieczorem zatelefonowała do mnie i zażądała (!), żebym rzuciła wszystko i natychmiast do niej przyjechała. Kiedy tylko weszłam, zaciągnęła mnie do kuchni, a tam stół dosłownie uginał się od wszelakiego dobra! Nie zabrakło chyba niczego, o czym w wigilię można zamarzyć. Nawet tak liczna rodzina jak ta, nie przeje tego wszystkiego w kilka dni.

– To jeszcze nie wszystko! – Kasia pobiegła do pokoju, a ja za nią. Tam pod choinką piętrzyły się pięknie zapakowane pudła, na każdym napisane, że otworzyć dopiero w wigilię. – Ale ja nie wytrzymam – jęknęła Kasia. Wyprosiła dzieci z pokoju, zamknęła drzwi i zabrałyśmy się do rozpakowywania. Paczki dostarczyły dwa renomowane w naszym miasteczku sklepy. Kiedy to wszystko przyniesiono, w domu była tylko starsza córka. Żadnego nadawcy, ani innego śladu hojnego fundatora, nie było na-wet karteczki z życzeniami. W pudlach dla każdego było coś, o czym na pewno się marzyło. Przymierzając kurtkę z imitacji błękitnego lisa, Kasia powiedziała:

– Oglądałam to na wystawie, ale przecież nikt nie wie, że ta kurtka tak mi się podobała! O, te właśnie botki chciałam mieć i ten sweterek! Czy ktoś czyta w moich myślach? A może ja tobie się wygadałam i nie pamiętam? Popatrzyła na mnie podejrzliwie.

– Nie! Ja nie miałam pojęcia o twoich marzeniach! Obie zaczęłyśmy zastanawiać się, kto może być tym dobroczyńcą, ale nie znalazłyśmy wśród naszych wspólnych znajomych nikogo, kogo byłoby na to stać. W pudłach przeznaczonych dla dzieci był nawet komputer! Kręciło nam się w głowie z wrażenia. Trzęsły nam się ręce, kiedy pakowałyśmy wszystko z powrotem, niestety kokard na wstążkach, którymi przewiązane były paczki, już nie udało się nam tak efektownie zawiązać. Kasia popłakała się z wrażenia. Zastanawiałyśmy się, czy to nie jest zbiorowy prezent od wszystkich życzliwych znajomych. Ale po namyśle odrzuciłyśmy taką możliwość.

Kiedy tak gubiłyśmy się w domysłach nad filiżanką herbaty, Kasia powiedziała: – Jeszcze ci o czymś nie mówiłam, bo sama nie wiem co o tym myśleć… Antoś ma fantazję i pewnie to wszystko wymyślił. Dzisiaj przed południem Antoś był w domu sam. Asia i Wojek musieli na chwilę wyjść i wtdy ktoś go odwiedził. Starszy pan, który powiedział, że jest jego bardzo starym dziadkiem i prosi, żeby Joasia nie wychodziła dzisiaj z domu, bo za godzinę przy-niosą tu prezenty. Oczywiście spytałam Antka, dlaczego otworzył komuś drzwi i czy aby zamknął je za tym panem. I wiesz, co to dziecko odpowiedziało? Że nie musiał za nikim zamykać drzwi, bo ich wcale nikomu nie otwierał, że nawet nie ruszał się sprzed telewizora, a ten dziadek zwyczajnie wszedł do pokoju i tak samo wyszedł! Joasia, kiedy wróciła, otworzyła drzwi wejściowe kluczem, były więc zamknięte. Antoś zapomniał ją uprzedzić, że przyniosą te paczki, bo oglądał jakiś swój program.

– A może to mu się po prostu przyśniło?

– Też tak myślałam – ale kiedy poprosiłam, żeby opisał jak ten dziadek wyglądał… to Antek go narysował Popatrz i to jest najbardziej niesamowite w tej całej historii! Bo to jest mój dziadek! Porównaj – wyciągnęła stare fotografie – są dość ostre, ten rysuneczek nie jest dokładnym portretem, ale sama porównaj!

Kasia podsunęła mi kilka dobrze zachowanych starych fotografii.

– No, po prostu Antek pewnie nie raz oglądał te zdjęcia… starałam się znaleźć wytłumaczenie faktu, że dziadek, a właściwie pradziadek Antka z jego rysunku, dokładnie przedstawiał pana z fotografii.

– Ja początkowo też tak myślałam, ale nie ma zdjęcia dziadka w tej koszuli w kratkę i baranim serdaku… a właśnie takiego mojego dziadka zapamiętałam. Szczególnie tę jego ulubioną koszulę! Poza tym, na każdej fotografii dziadek jest w nakryciu głowy, tak ukrywał swoją łysinkę, pamiętam jak babcia zawsze się z tego naśmiewała! Ktoś mi robi piękny kawał.. ale lepiej żebym od tego nie zwariowała, bo dziadek nie żyje już od dwudziestu lat!

– Ubieraj się – zdecydowałam – przejdziemy się po sklepach, które to wszystko dostarczyły! Zabierz ze sobą ten portret dziadka!

W pierwszym sklepie właścicielka tylko rzuciła okiem na rysunek i powiedziała: Nie mamy zwyczaju dostarczać towaru do domu, ale ten starszy pan tak wytwornie prosił i dopłacił za to, że posłałam z zamówieniem syna. Czy czegoś nie dostarczył?

Podobnie przebiegały nasze rozmowy we wszystkich sklepach, z których przysłano paczki. Właściciele byli mile zaskoczeni okazywanym im zaufaniem, niektórzy myśleli nawet, że to może jakaś przedświąteczna zabawa z ukrytą kamerą. Ale co najciekawsze, wszędzie bez trudu rozpoznano dziadka z dziecięcego rysunku! Wróciłyśmy do domu nieco zszokowane.

Najciekawsze, że cała ta niesamowita przygoda wpłynęła na życie rodziny Kasi, nie tylko poprawiając ich świąteczny status. Kasia, nie wiedząc co o tym myśleć, doszła do wniosku, że co by to nie było, jest znakiem danym przez kogoś życzliwego o konieczności zmiany w ich życiu. Przede wszystkim zmusiła męża do przeprogramowania jego samego. Była zdecydowana go opuścić, jeżeli nie weźmie się za siebie… Przestała się bać takiego rozwiązania, bo uwierzyła, że nawet gdy dojdzie do rozstania z pijakiem, to dziadek nie pozwoli jej dzieciom zmarnieć, zaopiekuje się nimi. Mąż Kasi najwyraźniej odczuł jej determinację, bo poszedł na leczenie. Jest nadzieja, że w tym roku już sam zadba o rodzinę. Bo w kolejną hojność dziadunia nawet Kasi trudno uwierzyć. Cud zdarza się podobno tylko raz w życiu.

js Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz