Czas pożegnać Wiktora

Odszedł Wiktor Zatwarski, nasz kolega ze Stowarzyszenia. Msza żałobna rozpocznie się w czwartek 8. wrzesnia o godzinie 13. w kościele p.w. św. Boromeusza w Warszawie przy ulicy Powązkowskiej.

Wiktor przez wiele lat dodawał barw naszym spotkaniom. Pamiętamy jego popisy wokalne i anegdoty, które ukazywały się także na łamach „Naszych Łomianek” w cyklu „Z życia Wicia”.  Wicio – tak nazywali go najbliżsi. Był nie tylko dobrym, pogodnym człowiekiem, ale też wybitnym aktorem i wokalistą. Był szeroko znany jako przystojny amant, wykonawca przebojów, humorysta i patriota. Ostatnią chyba kreacją Wiktora był hymn narodowy zaśpiewany a capella w łomiankowskim domu i opublikowany na YouTube. Po trosze pokazują to wybrane fotografie, a obrazu dopełniają wspomnienia kolegów z SNŁ.


Bohdan Kezik:   
                                                                                                                                                               
   „Vicio Piekielny”…  Tak, nie wiedzieć czemu, nazywaliśmy Vicia. Bo on wcale nie był piekielny, raczej człekiem spokojnym był. Takie też role grał będąc jedną z czołowych postaci teatrów Krakowa, Gliwic czy Warszawskiej „Syreny”. Ale… Nie wpadając w sztampową nutę pożegnań żałobnych, ujawnię jego i moją sprawę osobistą: Ten Vicio uratował mi życie!
   A było to tak:  Po sowitej kolacji pokoncertowej w gościnnej Bułgarii, zapragnęliśmy ochłody w pobliskim Morzu Czarnym. Było już widno. Nadmuchane materace produkcji NRD kusiły. Wskoczywszy na jeden z nich poczułem rozkoszne kołysanie i szmer fal zaprzyjaźnionego morza. Przynajmniej ja, bo Vicio, ten Piekielny szybko zniknął mi z oczu (te oczy prawdopodobnie miałem wtedy przymknięte do połowy). Kiedy je otworzyłem… słońce stało w szczycie. Zobaczyłem w oddali bratni brzeg, a na nim rząd hoteli jak pudełka od zapałek postawione na sztorc. Dookoła woda! Nie będę opisywał wrażeń, jakich doznałem po przebudzeniu, bo musiałbym, nolens volens, trącić nutę, której chciałem uniknąć.
   Więc już na koniec…  Widzę Vicia odzianego w jaskrawoczerwoną kamizelkę jak pomaga ratownikom ściągnąć mnie z przyjaznego materaca i ładuje do motorówki. Tak, Vicio w tej czerwieni mógł być naprawdę piekielny. Ale tylko ten jeden raz. A znaliśmy się jeszcze pół wieku.
   Viciu,nie zapomnę chwili, kiedy twój sokoli wzrok zauważył mój materac w morskiej dali i nakazał wezwać bratnią pomoc.
                                                                                                                                                                                              Żegnaj, Przyjacielu.

Andrzej Kaliński:

Włodek, Wojtek a teraz Witek. Smutny rok, smutny czas, gdy brak złych wiadomości jest już dobrą wiadomością i pogoda ducha, jaką zawsze imponował Witek bardzo by się nam przydała. Jego anegdoty, przedstawiane zwykle w perfekcyjnej formie – był przecież świetnym aktorem, bawiły nas przez wiele lat. A teraz cóż… zostały nam tylko wspomnienia wspólnie spędzonych wieczorów.


Tomasz Sienicki Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Afiseaza emoticoanele Locco.Ro