Rozmowy przy płocie

przy_plocie.JPG Rozmowy przy płocie
O Łomiankach i nie tylko rozmawiają Hipolit Tutejszy i prezes Jan Wielkomiejski

– Halo! Panie Hipolicie, gdzie pan tak biegnie? Unika mnie pan ostatnimi czasy…
– A broń Boże! Panie prezesie, z panem zawsze bardzo chętnie ucinam sobie pogawędkę, ale mam problem…
– Co się stało? Czy to coś poważnego?

– Eee… Zdrowie mi zaczyna ostatnio szwankować. Sercowy jestem i lekarze mi mówią, żebym się nie denerwował. Ale lekarze to mały pikuś. Moja ślubna małżonka oświadczyła uroczyście, że nie zamierza zostać wdową. Tak mnie pilnuje, że BOR to przy niej betka. Wiadomości w radiu i telewizji mi nie daje oglądać, a nawet ze znajomymi o polityce rozmawiać nie pozwala, bo faktycznie zaraz w straszne nerwy wpadam. Trochę racji ma, trzeba przyznać… Ale dzisiaj pojechała do Warszawy, to możemy trochę pogadać. Może mnie rodzinka nie podkabluje?
– A… to o to chodzi… Bo ja już myślałem, że może pan Hipolit się na mnie obraził?
– A za co miałbym się na tak po-rządnego sąsiada obrażać? Co to my politycy jesteśmy czy co? Pogadać o tym i o owym zawsze można.
– Właśnie. Panie Hipolicie, czy to prawda, że radni podjęli uchwałę
w sprawie zorganizowania referendum?
– Podobno tak, a nawet na pewno. Tylko powiem szczerze, panie prezesie, że pytania, które chcą nam zadać, to ja zupełnie nie rozumiem… Może jełop jestem, ale nie wiem, o co chodzi? To znaczy ogólnie wiem, że idzie o trasę po wale oczywiście. Czy ją chcemy, czy nie. Ale tak to zawile jest napisane…
– O! To ciekawe. Muszę sprawdzić w Internecie. Zastanawiam się tylko, dlaczego akurat teraz, kiedy już w zasadzie klamka zapadła…
– A pan prezes znowu naiwny jest jak dziecko… Panie prezesie, wybory idą…
– Panie Hipolicie! Referendum, czyli odwołanie się do woli większości, to podstawa demokracji…
– Eee tam. A zresztą szkoda gadać.
– Faktycznie dajmy temu spokój, bo znów się pan zdenerwuje i będzie na mnie.
– Panie prezesie, ja jestem niespotykanie spokojny człowiek, jak to mówią, tylko mam takie skrzywienie charakteru, że nie lubię być robiony w konia.
– To obecnie bardzo zacna i rzadko niestety spotykana cecha, panie Hipolicie.
– Zacna czy nie, nie lubię i już! No bo popatrz pan, panie prezesie; kłócą się o tę obwodnicę Łomianek, pióra stroszą jak koguty i co? Widział pan ten program w telewizyjnej trójce parę dni temu?
– Przyznaję ze skruchą w oczach, że nie, panie Hipolicie. Wiedziałem, że będzie, ale miałem ważne spotkanie z kontrahentem.
– I nie ma pan czego żałować. Panowie sobie pogadali. Ten swoje, ten swoje, ale żeby burmistrz, od ośmiu lat zresztą, publicznie w telewizji mówił, że w Łomiankach mieszka 50 tysięcy ludzi? To ja się pytam, dlaczego nie sto? No jak tak można? I jak tu się nie denerwować…
– Spokojnie, panie Hipolicie. Może burmistrz wybiegł w przyszłość…
– Niech on sobie biega gdzie chce, ale chodzić niech w końcu zacznie po ziemi! No i masz, już mi chyba ciśnienie skoczyło.
– Może pana odprowadzę do domu?
– Eee! Tak bardzo mi nie skoczyło, żeby zaraz do „aresztu” wracać.
– Panie Hipolicie! Ja pana bardzo proszę, niech mnie pan nie straszy! Ja się zastanawiam, czy już dzwonić po karetkę, a pan sobie żarty robi…
– Żarty to, prezesuniu drogi, nie są. Ale co ja zrobię, że nie potrafię żyć jak ten kaktus w doniczce. Jak się nic nie dzieje, to ja się jeszcze gorzej czuję. Nie potrafię inaczej i już. Jak ja nie wiem, co się dzieje w polityce i tej wielkiej, i tej małej naszej miejscowej, to się tak czuję… jakbym komuś świństwo zrobił! Jak to mówią, moralnego kaca mam.
– Panie Hipolicie!
–???
– Zadziwił mnie pan…
– Coś źle powiedziałem?
– Wręcz przeciwnie! To bardzo piękne i mądre słowa… I postawa, niestety, rzadko spotykana.
– Eee tam…
– Tak panie Hipolicie, powiedział-bym, że to przejaw obywatelskiej i patriotycznej postawy…
– A daj pan spokój, panie prezesie. Niech mnie pan pod włos nie bierze…
– Ja mówię poważnie.
– Ja też. A wie pan co, panie prezesie. Mój świętej pamięci dziadek to mówił do mnie tak: – Pamiętaj Hipciu (tak mnie nazywał), że Polska powinna być w naszych rękach i w naszych sercach, a nie na językach. Prosty był z niego człowiek, ale swój rozum miał.
– No to mi pan trochę przygadał, ale ma pan rację…
– A gdzież bym śmiał przygadywać panu prezesowi, ja tak ogól-nie się…
– Panie Hipolicie, niech pan da spokój. Jak ktoś ma rację, to trzeba mu honor oddać. I tyle.
– Co racja, to racja.
– A wybory, panie Hipolicie, za pasem…
– Dobrze, że tylko samorządowe, bo parlamentarnych w tych warunkach to ja sobie nie wyobrażam… Szaf by im chyba zabrakło.
– Tak! Szafy to teraz najpopularniejsze meble. Tylko do czego to doprowadzi?
– Mnie to na razie do domu, bo tylko patrzeć jak mój „borowiec” z Warszawy wróci…
Dobranoc, panie Hipolicie i dziękuję za bardzo pouczającą rozmowę.
Rozmowę spisał
Sylweriusz Bondziorek

js Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.