O Łomiankach i nie tylko rozmawiają Hipolit Tutejszy i prezes Jan Wielkomiejski
– Niech ja skonam! Co ja widzę! Pan prezes we własnej osobie zamiata podwórko, coś podobnego…
– Dzień dobry panie Hipolicie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego pan się dziwi, że zamiatam podwórko. A kto ma zamiatać?
– No nie wiem, ale pan, prezes poważnej firmy, z miotłą w ręku jakoś mi nie pasuje.
– A co tu ma pasować. Wiosna przyszła prawie razem z nowym rokiem, to trzeba o porządkach pomyśleć. Wziąłem sobie klika dni urlopu, mam troszkę czasu, który trzeba właściwie wykorzystać.
– Zgadza się. Na wiosnę zrobić porządek musowo, ale co się stało, że pan prezes sam sobie urlop dał?
– O nie! Tak dobrze nie ma. Na te kilka dni urlopu musiała wyrazić zgodę rada nadzorcza, ale oni nie protestowali.
– I zamiast, za przeproszeniem pana prezesa, pewną delikatną część ciała wziąć w troki i do ciepłych krajów wyjechać, latasz pan po podwórku z miotłą jak dozorca jakiś?
– A dlaczego nie? Cóż pan złego widzi w pracy dozorcy…
– A broń Boże! Sam, przyznam się panu prezesowi w sekrecie, kiedyś dorabiałem jako cieć.
– Poważnie? Nigdy się pan tym nie chwalił.
– A bo było czym? Za kawalerskich czasów kombinowało się na wszystkie możliwe sposoby. Czego ja w życiu nie robiłem, zanim do tej cholernej huty trafiłem, panie prezesie…
– Nie ma w tym nic złego. Praca nie hańbi.
– No niby tak, ale lepiej mieć porządny fach niż z miotłą latać po chodniku i psie, za przeproszeniem gówna zbierać.
– Panie Hipolicie, przecież ktoś to musi robić. Samo się nie zrobi. Ale powiem panu szczerze, że ten krótki urlop był zupełnie nie planowany. Ostatnie miesiące w pracy były bardzo trudne i nerwowe. Do domu wracałem późno i w dodatku tak zmęczony, że palcem w bucie nie miałem siły ruszyć. I coś we mnie pękło, nagle poczułem się stary, zmęczony, wypalony i znużony takim trybem życia. Nawet pan sobie nie wyobraża, jak wielką przyjemność sprawia mi sprzątanie ogrodu po zimie, zamiatanie chodników. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz oglądałem drzewa w moim ogrodzie, a one są takie piękne, szczególnie ten rozłożysty świerk. A ten grab, co rośnie tam w rogu działki chyba uschnie, bo gałęzie ma takie suche.
– Oj niedobrze z panem, panie prezesie… Coś mi się wydaje, że prezesowanie zaczyna pana, że tak powiem, wkurzać.
– To nie to. Kierowanie dużymi zespołami ludzi jest fascynujące i ja to lubię, i potrafię robić, ale tempo pracy i stres mnie wykańczają. Coś z tym muszę zrobić, bo tak dalej nie dam rady. I dlatego potrzebowałem kilka spokojnych dni, aby zebrać myśli.
– No to masz pan problem. Na emeryturkę trochę za wcześnie, a jak człowiek pary i serca do roboty nie ma, to klops. Ale zaraz, nie lepiej było pójść na chorobowe, urlopu panu nie szkoda?
– Na zwolnienie?
– No pewnie, przecież wszyscy tak robią.
– Panie Hipolicie! Ze zwolnienia lekarskiego korzystać należy wtedy, gdy jest się chorym, a ja jestem tylko zmęczony, więc wziąłem urlop. W mojej sytuacji pójście na zwolnienie lekarskie byłoby poświadczeniem nieprawdy, czyli przestępstwem.
– Ale pan prezes z grubej rury przywalił. Jakie to tam przestępstwo…
– Najzwyklejsze oszustwo, panie Hipolicie, chociaż ma pan rację, w Polsce tolerowane w sposób niespotykany w innych krajach. A słyszał pan jak ostatnio policjanci oświadczyli, że rozpoczynają protest i idą na zwolnienia lekarskie, podobnie jak kiedyś celnicy? I czy ktoś zwrócił uwagę na to, że ludzie, którzy powinni stać na straży prawa sami je ostentacyjnie łamią i się jeszcze tym chwalą prasie?
– A może oni naprawdę są chorzy?
– Niech pan nie żartuje. Ktoś, kto w każdej chwili może uzyskać zwolnienie ze względu na stan zdrowia, gdzie jak gdzie, ale w Policji pracować nie może. Tam wyjątkowo mogą pracować wyłącznie ludzie zdrowi. I proszę zwrócić uwagę, że nasza prasa, o politykach nie wspominając, tak namiętnie ścigająca wszelkie przejawy oszustwa, złodziejstwa i korupcji tego nie zauważyła.
– Dziwisz się pan, oni sami tak robią. Jak jednego z drugim z roboty wywalą zaraz się chory robi i na zwolnienie idzie na całe miesiące.
– A czy tak powinno być? Przecież, jeśli w fabryce robotnik nie przyjdzie do pracy, „poszedł sobie na chorobowe”, bo trzeba było, dajmy na to, mieszkanie sobie pomalować, ktoś musi za niego robotę zrobić. Jeżeli jakiś pan dyrektor przewidując rychłe odwołanie z funkcji zapada nagle na przewlekłą wielomiesięczną chorobę, naraża swojego pracodawcę i ZUS na poważne straty finansowe. To jest ordynarne oszustwo i tak o tym należy głośno mówić, a w Polsce jest niestety zjawiskiem nie tylko tolerowanym, ale traktowanym jak coś zupełnie normalnego.
– ???
– Tak, tak, panie Hipolicie. Nie ma się co krzywić.
– W zasadzie masz pan rację, panie prezesie, ale…
– Nie ma żadnego ale. Z uczciwością jest jak z ciążą. Nie można być trochę w ciąży tak jak nie można być trochę nieuczciwy.
– No tośmy sobie pogadali, panie prezesie, ale czas polecieć do chałupy, a z tymi zwolnieniami to może faktycznie masz pan troszkę racji?
– Do widzenia, i przepraszam, że się trochę uniosłem, ale ten problem mnie wyjątkowo drażni.
Sylweriusz Bondziorek
Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz